Jerzy Ficowski (1924 – 2006) był poetą, prozaikiem, eseistą, tłumaczem. Jest uważany za jednego z największych znawców twórczości Brunona Schulza. Debiutował w roku 1948 tomem poetyckim „Ołowiani żołnierze”. W latach 50. za namową Juliana Tuwima rozpoczął badania etnograficzne nad społecznościami Cyganów. Wędrówka z taborem cygańskim zaowocowała m.in. książkami „Cyganie w Polsce”, „Cyganie na polskich drogach” i zbiorem baśni „Gałązka z drzewa słońca”. Ficowski przełożył też i opublikował pieśni cygańskiej poetki Papuszy. Tłumaczył ludową m.in. poezję żydowską, wiersze Federico Garcii Lorki i rosyjskie utwory Bolesława Leśmiana.
Przez całe życie był związany z Warszawą. Był więźniem Pawiaka, w Powstaniu walczył jako żołnierz pułku AK „Baszta” na Mokotowie. Doświadczenie świadka Zagłady Żydów zaważyło na całym jego życiu i dalszej drodze poetyckiej. W roku 1980 Ficowski wydał poświęcony Holokaustowi zbiór „Odczytanie popiołów”. Znalazł się w nim m.in. poemat „List do Marc Chagalla”, który w latach 70. zilustrował sam Chagall.
Najwcześniejsze lata Jerzy Ficowski spędził w domu przy ulicy Filtrowej 47, który w twórczości poety powracał jako symbol utraconego raju dzieciństwa.
W poświęconej historii rodziny książce pt. „Niepamiętnik” poeta będzie wspominać: „Jak daleko sięgnę pamięcią, zawsze był nasz ogródek, a w nim jaśminy, bzy, cisy i róże, nade wszystko róże – ciemnopurpurowe, białe jak śnieg, cytrynowożółte, bladocieliste o morelowym wnętrzu, czy Ofelie, których odwinięte płatki dniały coraz bledsze, podczas gdy w stulonym środku świeciły różowością wschodzącego poranka. Biegałem wśród kolorów i wtórujących im woni. Chwytałem motyle, hodowałem zdjęte z bzowych liści wielkie obłe gąsienice tawulca, łowiłem pachnące piżmem szczypawki i lśniące jak klejnot zielone kruszczyce. Były to działania pionierskie i odkrywcze; nie miałem zielonego pojęcia, ze powtarzam odwieczne obrządki. I nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że ogródek, nasz ogródek, jest próbą rekonstrukcji, powtórzeniem Pierwowzoru, rezultatem zabiegów wskrzesicielskich, że choć urzeczywistniony zaledwie w maleńkiej skali, w symbolicznym wymiarze, powstał z nostalgii za Gorczakowem , stworzony na jego obraz i podobieństwo, z jego ducha poczęty. Każdy wolny dzień, każdą godzinę, której sprzyjała pogoda nieba i ducha, Ojciec poświęcał ogródkowi: sadził krzewy, wyrywał chwasty, szczepił róże, przycinał gałązki, pielęgnował winorośl wspinającą się na południową ścianę domu. Po latach, kiedy już go nie było i kiedy poniewczasie rozumiałem już wszystko tamto, napisałem, że «Ojciec zasiewał nam proch swej Ukrainy», z którego plony miały się też po latach w proch obrócić, jak niegdyś daleki Gorczaków.”
Dom przy Filtrowej 47 stał się też bohaterem jednego z wierszy zamieszczonych w zbiorze „Śmierć jednorożca” z 1981 roku:
Kirá
numer 47 ulica Filtrowa niebo się nie spieszyło żadną chmurą najwyżej ptakiem najniżej chrabąszczem czy awionetką jak on dwupłatową co sfruwała z klangorem do gniazda lotniska
noszę ten adres tatuaż pamięci byłbym zapomniał o dziecku co cichaczem zgasło w moich rękach w moich oczach we mnie ono tam mieszka
księżyc pachnący jaśmin we wszystkich kwadrach hurmem niósł w okna w miejskim ogródku na przedmieściu życia gdzie ojciec nam zasiewał proch swej ukrainy
o czary oczeretów o porohów poro o bodiaki szczepione warszawskim latarniom
mijał tamtędy czasem z koszem wiklinowym przekupień raków i śpiewał na wspak
kirá – kirá – kirá – kiraaa
gramoliły się tyłem jakby próbowały nie wychodząc z koszyka wycofać się z siebie
jeszcze jest ta ulica nie znam tej ulicy i horyzontem przecięty świt kosmaty od chmur
jak pies przejechany na tramwajowym torowisku
zrywa ją ze snu skowyt radiowozów MO i pianie karetek reanimacyjnych
więc budzę się gdzie indziej adresat nieznany wstaję idę wstecz przez jary oczerety dwakroć przebrane
Dzieciństwo poety zakończyło się niespodziewanie wraz z nadejściem wojny, a wkrótce potem rodzina Ficowskich zmuszona była sprzedać dom na Filtrowej, by przenieść się do podwarszawskich Włoch. Tęsknota za dzieciństwem będzie jednak powracać w poezji i prozie Jerzego Ficowskiego na rozmaite sposoby – od literackich do własnego dzieciństwa po inspiracje artystami, dla których dzieciństwo było głównym tematem artystycznych zainteresowań. Nie może być przypadkiem, że w centralną postacią twórczości Brunona Schulza i Witolda Wojtkiewicza, dwóch (wymienianych zawsze w jednym rzędzie obok Bolesława Leśmiana) największych artystycznych mistrzów Jerzego Ficowskiego, zawsze będzie dziecko. „Dzieciństwo jest po prostu narodzinami czy stworzeniem świata. I ten świat wówczas staje się w sposób zupełnie fantastyczny. Staje się tak, jak się staje niekiedy udany wiersz – bardzo rzadko zdarzają się udane wiersze” – mówił Ficowski w jednym z wywiadów.
|