blog nie jest związany z naszą zawodową działalnością i ma charakter prywatnego forum Drukuj  
 

Wyszukaj w blogu

Wątek
Autor wpisu
Język wpisu
Data
od
do

 


Na zimę i chłody - Frower Power
2010-12-22 | after hours

O dwóch krasnoludach i sierotce Maryjanie
2010-10-11 | after hours

Gnomes Cup - Relations from the Cadaverous 'Trupi' Forest 2010
2010-10-11 | after hours

Bobry i świstaki na dachu świata*
2010-08-31 | after hours

Joy the ride - share your joy
2010-06-21 | after hours

ABECADŁO FREERIDE'U - F jak FLOW
2010-06-07 | 40

O zdobywcach Pucharu i strzegącym go okrutnym Karkonoszu, o daremnych ofiarach i ofierze losu
2010-05-05 | after hours

Kirá - o Filtrowej 47
2010-04-26 | Bajo

Sonata bałtycka
2010-02-23 | after hours

Kryzys marketingowy
2009-10-11 | after hours

Sędzia kolarz
2009-05-19 | after hours

Ballada o wyjściu
2009-02-02 | 40

Parszywa Dziesiątka
2008-12-05 | 40

Dzwon
2008-04-03 | 40

Brass'em up
2007-11-23 | Brass

Kronika okresu wypowiedzenia
2007-10-05 | after hours

 
 
Bobry i świstaki na dachu świata*
2010-08-31 | Rafał Wypiór | after hours
 

Społeczność bobrów i świstaków przeszyła elektryzująca wiadomość - bobry i świstaki wyruszają na dach świata. Nie wszyscy, rzecz jasna, lecz tylko wybrani - elita himalaistów, którym do pełni szczęścia brakowało zdobycia najwyższego spośród wszystkich znanych im szczytów. Wyprawa miała więc wymiar prestiżowy, ale nadano jej również wydźwięk międzynarodowy, bo oto wyzwanie dumnej górze rzuciła wspólna ekspedycja bobrowsko-świstacka. Istny precedens, przecież do tej pory obie społeczności w najlepszym wypadku się ignorowały. Świstaki z wyższością spoglądały na wiecznie urobione bobry, podczas gdy ci ostatni zarzucali świstakom bezproduktywną egzystencję, upływającą przy zawijaniu sreberek. Tak więc pomimo że ekspedycja była wspólna, to jednak cele przyświecające jej uczestnikom były różne. Chociaż bobry grały twardzieli, wcale nie były pewne, że dane im będzie wrócić z ekspedycji bez szwanku - żaden bóbr do tej pory nie przebywał tak długo na tak dużej wysokości. A przecież nie tylko miały zatknąć narodowy proporzec na szczycie, ale jeszcze wznieść tamże charakterystyczną dla tych rzecznych budowniczych konstrukcję. Całe szczęście, że przynajmniej świstaki niczego nie musiały udowadniać, ani sobie ani światu. Właściwie to nie wiadomo po co w ogóle pchały się na górę, i to z bobrami? Złośliwi twierdzili, że chodzi o gwiazdorstwo i zaraz dodawali, że ambitne bobry pierwej szczezną nim pogodzą się z rolą popaprańców, mających stanowić tło dla podniebnych popisów świstaków. Niejeden nasłuchiwał, czy w obozie doszło już do waśni. Wielu było takich, którzy nie wierzyli w sukces, przekonani, że wyprawa skończy się jedną wielką awanturą. Tymczasem bobry i świstaki maszerowały pod górę ramię w ramię. Zdobywały metr po metrze przewyższenia, nie cofając się nawet przed funkcjonariuszami służby leśnej. Nikt zresztą nie śmiałby zawrócić świstaków, bo niby dokąd? Przecież były u siebie. A bobry, wiadomo, to święte krowy dla panów w zielonych mundurach. Nawet gdyby postanowiły wybudować tamę u źródeł matki rzeki, nikt by im nie zabronił - widać taki zew natury. Tymczasem za łączoną ekspedycją stała kolejka sponsorów. Tak długa, że można się było zastanawiać, czy to wciąż jeszcze wyprawa narodowa, czy już komercyjna. A przecież w swoim czasie patroni upomną się o swoje prawa i po prezentacji logotypów na szczycie może zabraknąć miejsca dla samych himalaistów, nie wspominając o bobro-konstrukcji. Nikt jednak na dobrą sprawę nie wiedział, ile będzie miejsca na szczycie. To znaczy, może świstaki wiedziały, ale nie powiedziały. Zresztą jak tu budować tamę bez drewna? Byle jak, odpowiadały zrezygnowane bobry, z niepokojem spoglądając na przerzedzający się na długo przed szczytem las. Możnaby wytaskać na plecach bele drzewa, ale same, bez pomocy świstaków, nie dadzą rady, a duma nie pozwalała zwrócić się o pomoc. Świstaki zaś hasały beztrosko, nie świadome dramatu rozgrywającego się w duszach bobrów. Sukces wyprawy stanął pod znakiem zapytania. Co z tego, że bóbr pokona barierę 1700 m. n.p.m., jeżeli nie wybuduje tam domu? Bóbr bezdomny to nie bóbr, to... to... świstak. A świstak zatknął proporzec Milki, cyknął fotę i teraz siedzi i patrzy tępo jak bobry kręcą się po kamienistym szczycie jak w ukropie. Budują istne orle gniazdo, że sam führer by się nie powstydził. Nie ma drzew? To postawimy tamę z kamieni. Na tej skalnej pustyni jest ich pod dostatkiem.

A satelity głupieją, bo im góra z góry nagle rośnie. Będzie skandal. Rozgrzały się linie, rozdzwoniły telefony głów państw, na które góra rzuca cień. Ministrowie Rolnictwa organizują interwencyjny skup zboża w związku ze spodziewanym zmniejszeniem niedosłonecznionych plonów. Ministrowie Obrony Narodowej wysyłają saperów, by rozbroić górotwór. Zaś Ministrowie Spraw Wewnętrznych postawili w stan gotowości antyterrorystów - taka kupa kamieni piętrząca się nad podległymi im obywatelami grozi atakiem. A experci nie bez satysfakcji przypominają, że przestrzegali, iż kurhan na czubku góry to zastygły wulkan, który w każdej chwili może wznowić erupcję.

Jak zwykle pierwsza na szczycie była telewizja - cały naród zamarł przed telewizorami, wszak rzecz dzieje się w miejscu zapomnianym przez Boga, omijanym przez trzęsienia ziemi i ubogim w wulkany. Z ambon płyną napomnienia - sporządza się listy zbawionych i potępionych. Ale cicho, bo rozpoczęła się transmisja z dachu świata. I co? I nic - stoi ściana z kamieni, taki wiatrołap, za którym schowało się kilku tyrustów w oczekiwaniu na wschód słońca. Poza tym nie ma śladów jakiejkolwiek aktywności: ludzkiej czy nadprzyrodzonej. Nawet natura zastygła - wyłożyła się jak baba jaka na łące i śpi. Tylko świstak siedzi i zawija sreberka.

*tekst powstał zgodnie z zasadami szyfrowania danych teleadresowych.

 

http://www.g3riders.com/galeriatest/20100815/




 
 
 
 
 
 
 
                             
Strona główna
 
 | 
 
Kancelaria
 
 | 
 
Zespół
 
 | 
 
Publikacje
 
 | 
 
Obszary praktyk
 
 | 
 
Szkolenia
 
 | 
 
Klienci
 
 | 
 
Kariera
 
 | 
 
Kontakt
 
 | 
 
Nota prawna
 
 



Projekt i realizacja