blog nie jest związany z naszą zawodową działalnością i ma charakter prywatnego forum Drukuj  
 

Wyszukaj w blogu

Wątek
Autor wpisu
Język wpisu
Data
od
do

 


Parszywa Dziesiątka
2008-12-05 | 40

Dzwon
2008-04-03 | 40

Brass'em up
2007-11-23 | Brass

Kronika okresu wypowiedzenia
2007-10-05 | after hours

 
 
Kronika okresu wypowiedzenia
2007-10-05 | Rafał Wypiór | after hours
 

W końcu, po dwóch latach umizgiwania się do wydawców, opublikowałem swoją powieść. Prawdę powiedziawszy straciłem już nadzieję, gdy zadzwonił do mnie znajomy z informacją, że wydawca, który sprowadził na polski rynek czytelniczy „Kod Leonarda da Vinci”, jest pod wrażeniem i chce wydać „Kronikę okresu wypowiedzenia”. Okazało się, że bez mojej wiedzy ów znajomy przekazał maszynopis mojej powieści Sonii Draga, która podobno przeczytała go na jednym posiedzeniu. Przyznaję, że do tej pory z cudem graniczyła jakakolwiek reakcja wydawcy na moją propozycję wydawniczą. Bodaj tylko WAB zdobyło się na merytoryczną ocenę, co z tego że umiarkowanie pozytywną, skoro nie było zainteresowane drukiem. Pogodziłem się więc, że jak przystało

na debiutanta pierwszą powieść schowam do szuflady. Aż tu nagle flesze i splendor autora bestsellera… Może przesadziłem, ale tylko trochę, bo w końcu premiera w salonach Empiku w dniu 5 października 2007r. i podpisywanie książki w dniu 27 października 2007r. na Targach Książki
w Krakowie stanowią obiecujący początek kariery literata.

„Kronika okresu wypowiedzenia” to opis perypetii Reces Jana, który popada w tarapaty finansowe i na gwałt poszukuje gotówki na spłatę kredytu. Na przestrzeni trzydzieści dni, po których nastąpi zapadalność kredytu, Jan Reces podróżuje na pograniczu świata realnego i urojonego po mieście zbudowanym gdzieś pomiędzy magicznym Krakowem, sta(j)lową Warszawą i złotą Pragą, spisując z tej podróży pamiętnik, który staje się przyczynkiem do krytycznej refleksji nad kondycją sztuki, a zwłaszcza literatury, w ponowoczesnych czasach. Dążąc do zdobycia pieniędzy Reces wpada w sidła kolesi z układu, a właściwie podstolika, który dopiero ma ambicje na większy przekręt, dzięki czemu akcja nabiera tempa, ukazując zarazem motywacje ludzi, którzy niegdyś obalali komunizm, a dzisiaj w najlepszym wypadku obalają flaszkę. Wszystko oczywiście kończy się tragicznie, lecz w finale pozostawiam czytelnikowi coś na otarcie łez i nie chodzi
o zwykły suspens, ale o możliwość odczytania powieści na nowo i odnalezienia alternatywnego sensu poszczególnych scen.

Dla zachęty przedstawiam fragment powieści, w którym Jan Reces poznaje adwokata, mającego prowadzić jego sprawę.

"Witajcie w małpiarni. Puk… puk… puk… wchodzimy, patrzymy, trzy małpy siedzą na biurku,
a czwarta – naczelna podbiega do nas i jak nie zacznie fikać, wywija salta mortale, na głowie staje i stopą w stopę klaszcze. „Patrzcie, jaka jestem zwinna”. Nagle się zaduma i po brodzie drapie, istny cyrk. „Mam!” – krzyczy. Tego jeszcze nie było. Wkłada rękę do ust, głęboko, jeszcze głębiej i tam, na samym dnie swojego jestestwa, chwyta się za taki dinks, ciągnie. „Et voila!” – Staje przed nami przenicowana a rebour, nie ta małpa, diabeł wcielony. „Oto, mili państwo, numer popisowy”. Prawnik od podszewki, made by Armani. Co za aksamit, wprost leje się przez palce, jak woda. Spróbuj go ująć. No? Panta rei, a ten ścieg. Szlachetny? Hand made, żadna tam masówka. I znowu dinks, energiczny ruch pod publikę i naszym oczom ukazuje się gładka powierzchowność Valentino, w stalowym gorsecie Bossa.
Pod 98%wool2%elastane30onakantwyprasowaną skórą pulsuje komórka, niczym bypass-wibrator, kabelkiem tłoczący adrenalinę przez ucho do bezdennej cipy pod kształtną czaszką. L’uomo deliquente, Lombroso, umbrella, dancer in the rain, Fred Astair, Alistair MacLean, advocatus diaboli, doktor Faustus, Jekyll & Hyde, Barry White, śpiewa, tańczy i swawoli, ledwie budy nie rozwali, cha cha, chi chi, hejże, hola! Siadł w końcu przy stole, podparł się w boki
jak basza, "Skandal” – krzyczy, „Skandal!" – woła, opinię publiczną przestrasza, na patrona
z trybunału dzwoni kieską, pomału małpy wścibskie zakrywają uszy, usta, oczy, on zaś chwyta się za krocze na dowód, że do wyruchania klienta musi mieć nie lada ważny powód, i gniecie
i układa… w głowie okrągłe zdanie, i czesze i układa… włosy w przedziałek… i drapie, i układa…
– Benek, do jasnej cholery, przestań drapać się po jajach! Idź z tym do lekarza – wrzasnął Makler.
– No to jak? Jesteśmy umówieni? – zwrócił się do mnie Benek, ignorując niestosowną uwagę kolegi. – W poniedziałek składamy pozew.
Przytaknąłem i podniosłem się z krzesła, lżejszy o…
– Dwadzieścia jeden gramów? – zapytał, jakby czytał w moich myślach.
– Hę?
– Bez obaw – dodał tonem uspokajającym – Tu się nic nie zgubi.
– Chyba że dusza – burknął pod nosem Makler.
– Co powiedziałeś?
– Nic, nic, żartowałem.
– Jeszcze tylko proszę tu podpisać.
– A to co? – Przede mną leżała czysta kartka.
– Pełnomocnictwo – wyjaśnił Benek.
– Ale przecież tu nic nie jest napisane.
– Czyżbyś nam nie ufał? – zapytał Makler.
Nic nie odpowiedziałem. Wziąłem do ręki pióro i wykaligrafowałem: „Jan Reces”. In nomine patri et filli et spiritus sanctus…
– Amen – spuentował Benek i zamknął akta.”

A oto okładka:




 
 
 
 
 
 
 
                             
Strona główna
 
 | 
 
Kancelaria
 
 | 
 
Zespół
 
 | 
 
Publikacje
 
 | 
 
Obszary praktyk
 
 | 
 
Szkolenia
 
 | 
 
Klienci
 
 | 
 
Kariera
 
 | 
 
Kontakt
 
 | 
 
Nota prawna
 
 



Projekt i realizacja 

pozycjonowanie