Drukuj  
 

Wybierz autora
Język wpisu
Data
od
do

 
 
 
Połączenie zawodów prawniczych. Zniesienie różnic? Wzmocnienie pozycji?
2008-06-27 | Rafał Wypiór | Gazeta Prawna | artykuł

Tematyka korporacji prawniczych budzi w społeczeństwie wielkie emocje, które w ostatnim czasie sięgnęły niemalże zenitu, podsycane nierzadko koniunkturalnymi rozgrywkami polityków, frustracją niespełnionych absolwentów prawa oraz niezaspokojonymi, nie zawsze zresztą słusznymi, oczekiwaniami społeczeństwa wobec instytucji wymiaru sprawiedliwości. Już nawet członkowie tych korporacji mają problemy ze zdystansowaniem się do zagadnienia.

Co krok słyszy się histeryczne głosy broniące niezależności zawodów prawniczych, które, owszem, równoważą równie bezpardonowe ataki ze strony krytyków, ale bynajmniej nie przybliżają do prawdy. Nie twierdzę, że sam jestem pozbawiony emocji. Wręcz przeciwnie mój pogląd na temat korporacji wypływa z bardzo osobistych pobudek. Nie mniej aspiruje do zaprezentowania rozwiązań systemowych zupełnie innych niż aktualnie rozważane. Tak się złożyło, że zostałem adwokatem dziesięć lat po upadku komunizmu, w okresie, gdy palestra zaczynała się otwierać na nowych adeptów. Nie odczuwałem zatem zagrożenia ze strony władzy państwowej, przed którą miałaby mnie chronić korporacja. Już raczej w niej samej dostrzegałem bastion średniowiecznego systemu opartego na reglamentacji dostępu do zawodu. Dlatego z radością odnotowywałem każdy przejaw otwierania się palestry na wyzwania współczesności, ceniąc sobie w szczególności nieskrępowaną anachronicznymi zakazami swobodę świadczenia pomocy prawnej. Samorząd adwokacki stał się miejscem, w którym przechowuje się wielowiekową tradycję oraz szkoli i egzaminuje aplikantów, bez ambicji drobiazgowego ingerowania w życie zawodowe każdego z jego członków. Wolałbym, żeby takim też pozostał, bo bardziej niż zagrożenia ze strony rządzących obawiam się nadmiernie silnej pozycji samorządu. Podejrzewam, że podobnie myśli większość przedstawicieli młodego pokolenia adwokatów, zwłaszcza tych, którzy w swoich rodzinach dopiero zapoczątkowują tradycję prawniczą. Dla nich korporacja jest ciałem obcym, reprezentowanym przez adwokatów wywodzących się z innego pokolenia, inaczej patrzących na świat i realia uprawiania zawodu adwokata.

Obawiam się, że ta coraz liczniejsza, a z czasem dominująca grupa adwokatów nigdy nie zostanie w pełni zasymilowana. Potwierdzeniem tej tezy wydaje się być samorząd radcowski, w którym wyraźnie rysuje się podział na radców prawnych starej daty i tych, którzy uprawnienia zdobyli po 1989 roku. Ta druga grupa alienuje się od swoich władz samorządowych, a jedyne więzi korporacyjne zawiązuje w ramach kancelarii, co zresztą ponadto jest zgodne z tendencją rynkową i przemianami społecznymi.

W mojej opinii połączenie obu korporacji spotęguje opisany wyżej proces alienacji szeregowych prawników  w stosunku do władz samorządowych, które już nawet nie będą się rekrutować spośród „nas” (a w każdym razie nie tylko), ale od tej pory tworzyć je będą „oni” (przedstawiciele obcej korporacji). Nie wzmocni zarazem samorządu, bo niby dlaczego jeden organizm miałby być silniejszy niż dwa, działające zgodnie we wspólnej sprawie? A jeśli nie będą działać zgodnie? To tym lepiej. Nie ma przecież nic złego w tym, że się różnimy. Rzecz w tym, żeby się różnić pięknie. Obawiam się natomiast, że fuzja nie zniesie wzajemnych różnic, wypływających przecież z tysiąca okoliczności, w tym zwłaszcza z różnej genezy obu zawodów, a jedynie nada im toksyczny charakter, jak to w rodzinie podzielonej na dwie frakcje. Dla czystości obu zawodów, zachowania ich tradycji i relacji między sobą opowiadam się więc za ich pozostawieniem w dotychczasowej formie. Czyż w gruncie rzeczy podział na dwie korporacje nie stanowi już polskiej specyfiki, usankcjonowanej tradycją właśnie, którą zwłaszcza w tym zawodzie warto pielęgnować? 

Co się natomiast tyczy wzmocnienia pozycji prawników w relacjach z władzą państwową, to sądzę, że znacznie lepiej ich interesy będzie reprezentować organizacja skupiająca wszystkie zawody prawnicze, której rządzącym nie przyjdzie łatwo zdeprecjonować, przylepiając łatkę partykularyzmu i wskazując na grzechy przeszłości. Mam tutaj na myśli stowarzyszenie na kształt amerykańskiego BAR-u, w którego szeregach są zarówno prawnicy reprezentujący strony przed sądem, jak i prokuratorzy oraz sędziowie. Taka organizacja zresztą rzeczywiście potrafiłaby zaprezentować szersze spojrzenie na dotyczące jej zagadnienia, stanowiąc przy tym pole dla wymiany doświadczeń i ujednolicania stanowisk różnych profesji z korzyścią dla prawa i praktyki jego funkcjonowania. Tworząc stowarzyszenie, do którego należeliby sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcowie prawni, notariusze, czy licencjonowani doradcy prawni, środowisko prawników uodporniłoby się na próby jego skłócenia dla osiągnięcia doraźnych celów politycznych. Już chociażby to stanowiłoby o jego sile. A skoro już mowa o licencjonowanych doradcach prawnych, to możliwość powołania tej w gruncie rzeczy trzeciej korporacji przemawia za pozostawieniem palestry i samorządu radcowskiego, skoro ich unifikacja i tak nie zlikwidowałaby różnorodności form występowania przed sądem. Wierzę, że stowarzyszenie wszystkich prawników mogłoby uprawiać lobbing z lepszym skutkiem niż jakakolwiek korporacja zawodowa z osobna. Potwierdzają to inicjatywy samych korporacji, które same szukają wsparcia z zewnątrz, podejmując wspólne inicjatywy z innymi samorządami zawodowymi. Czyż jednak nie jest bliżej adwokatowi do sędziego niż aptekarza?

Na koniec spróbuję jeszcze spojrzeć na zagadnienie z punktu widzenia petenta aparatu wymiaru sprawiedliwości. Z reguły ów dostrzega różnice pomiędzy adwokatem a radcą prawnym, a jeśli ich nie zauważa, to dlatego, że nie są dla niego istotne. W całej swej praktyce nie spotkałem jeszcze klienta, dla którego różnorodność zawodów prawniczych stanowiłaby odczuwalną dolegliwość. Z drugiej strony nie należy nie doceniać informacji, jaka towarzyszy przypisaniu prawnika do określonej korporacji, na temat jego specjalizacji. Owszem, obecnie wielu adwokatów specjalizuje się w tym, co do tej pory stanowiło modus operandi radców prawnych – w obsłudze przedsiębiorców. Jednakowoż niewielu radców prawnych wkracza na pole prawa karnego czy rodzinnego. Warto o tym pamiętać, gdy rozważa się zrównanie radców prawnych z adwokatami.


powrót

 
 
 
 
 
 
 
                             
Strona główna
 
 | 
 
Kancelaria
 
 | 
 
Zespół
 
 | 
 
Publikacje
 | 
 
Obszary praktyk
 
 | 
 
Szkolenia
 
 | 
 
Klienci
 
 | 
 
Kariera
 
 | 
 
Kontakt
 
 | 
 
Nota prawna