Towar, którym nie można handlować w UE
Energia jest coraz trudniej dostępna. Możliwe, że zanim sami zaczniemy pozyskiwać ją ze źródeł odnawialnych, będzie trzeba ją kupować od krajów, które już teraz budują elektrownie słoneczne lub wiatrowe? Czy dziś byłoby to możliwe?
Obecnie ani przepisy krajowe – prawo energetyczne wraz z przepisami wykonawczymi, ani przepisy wspólnotowe – dyrektywa 2001/77/EC Parlamentu Europejskiego z dnia 27 września 2001 r. w sprawie w sprawie wspierania produkcji na rynku wewnętrznym energii elektrycznej wytwarzanej ze źródeł odnawialnych nie pozwalają na handel świadectwami pochodzenia energii z odnawialnych źródeł energii (OZE) na szczeblu wspólnotowym. W odróżnieniu od dyrektywy ustanawiającej wspólnotowy system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych z 2003 r. Dyrektywa 2001/77/EC nie nałożyła na państwa członkowskie UE obowiązku uznawania świadectw pochodzenia energii wydanych przez właściwe organy innego państwa członkowskiego. Zgodnie zaś z polskimi przepisami przedsiębiorstwa energetyczne są zobowiązane do nabywania energii elektrycznej z OZE, której pochodzenie powinno być potwierdzone świadectwem pochodzenia wydanym przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. W celu wykazania wywiązania się z obowiązku zakupu takiej energii, przedsiębiorstwo energetyczne ma obowiązek uzyskać i przedłożyć prezesowi URE odpowiednią ilość świadectw pochodzenia do umorzenia lub też uiścić opłatę zastępczą. Możliwość zatem nabywania świadectw pochodzenia energii z OZE, a właściwie praw majątkowych wynikających ze świadectw pochodzenia będących pochodnymi instrumentami towarowymi w rozumieniu ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, jest warunkiem koniecznym funkcjonowania przedsiębiorstw energetycznych, jest jednakże ograniczona do handlu na szczeblu krajowym.
Jakie regulacje należałoby wprowadzić, by był możliwy zakup energii ze źródeł odnawialnych na szczeblu wspólnotowym?
Niekorzystna sytuacja mogłaby ulec zmianie w razie wejścia w życie projektowanej Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych, projekt której został ogłoszony przez Komisję Europejską 23 stycznia 2008 r. Zgodnie z art. 6 ust. 3 projektu tej dyrektywy państwa członkowskie uznają świadectwa pochodzenia wydane przez inne państwa członkowskie, o ile świadectwa te zostaną wydane zgodnie z dyrektywą. Zgodnie zaś z art. 9 ust. 3 tegoż projektu świadectwa pochodzenia mogą być przekazywane pomiędzy podmiotami z różnych państw UE, pod warunkiem, że dotyczą one energii wytworzonej w instalacjach oddanych do eksploatacji po dniu wejścia w życie dyrektywy. Przekazanie świadectw może, ale nie musi, być połączone z transferem samej energii. Świadectwa pochodzenia zgodnie z projektem dyrektywy mają mieć formę elektroniczną, przez co ich wydawanie, przekazywanie, jak i umarzanie ma się odbywać w formie elektronicznej. W praktyce oznaczałoby to obrót prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia energii z OZE na giełdach towarowych. Z uwagi jednak na potrzebę zapewnienia bezpiecznych i zrównoważonych dostaw energii państwa członkowskie są uprawnione do utworzenia systemów wcześniejszej autoryzacji przekazywania świadectw pochodzenia.
W czym zatem problem, by wprowadzić korzystne przepisy?
Największą przeszkodą we wprowadzeniu systemu handlu świadectwami pochodzenia energii na szczeblu wspólnotowym przewidzianym w projektowanej dyrektywie są wyznaczone w tejże dyrektywie krajowe cele na 2020 r. w zakresie osiągnięcia odpowiedniego udziału energii odnawialnej. Wiele państw wskazuje, że handel taki może być dozwolony tylko w przypadku osiągnięcia przez kraj nadwyżki produkcji energii z OZE w stosunku do wyznaczonego celu na rok 2020. Dodatkowo handel taki wymagałby akceptacji państwa członkowskiego. Brak ograniczeń handlu świadectwami pochodzenia na szczeblu wspólnotowym mógłby bowiem spowodować nadmierny eksport świadectw pochodzenia z krajów mniej zamożnych, co uniemożliwiłoby realizację przez te państwa krajowych celów zwiększania udziału energii z OZE.
Pewnie niektórym państwom zależy, by w ogóle taki handel nie istniał. Jakie w tej sprawie jest stanowisko Polski?
Powstała propozycja całkowitej rezygnacji z wprowadzenia wewnątrzwspólnotowego systemu handlu świadectwami pochodzenia energii z OZE. Taką propozycję złożyła właśnie Polska, ale też Niemcy oraz Wielka Brytania, podczas posiedzenia Rady UE ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii, które miało miejsce w dniu 6 czerwca 2008 r. w Luksemburgu. Zdaniem przedstawicieli tych krajów istnienie takiego systemu handlu mogłoby utrudnić poszczególnym państwom członkowskim realizację krajowych celów w zakresie zwiększenia udziału energii z OZE.
Czy w tej sytuacji można liczyć na szybkie powstanie systemu handlu energii z OZE w UE?
Każde państwo członkowskie powinno wykorzystywać swój potencjał w realizacji celów unijnych i powinno mieć nad realizacją tego celu pełną kontrolę. Propozycja Polski, Niemiec i Wielkiej Brytanii zakłada statystyczne transfery energii z OZE zamiast handlu świadectwami oraz współpracę pomiędzy przedsiębiorstwami energetycznymi z różnych krajów w ramach tzw. wspólnych projektów. Propozycja taka znajdzie najprawdopodobniej poparcie nie tylko nowych państw członkowskich UE, lecz również samej Komisji Europejskiej. Nie należy się spodziewać szybkiego wprowadzenia przepisów umożliwiających powstanie wewnątrzwspólnotowego systemu handlu świadectwami pochodzenia energii z OZE. Gdyby nawet takie przepisy weszły w życie, to z pewnością handel taki byłby w znacznym stopniu ograniczony, na co wskazuje zarówno obecny projekt dyrektywy w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych, jak poglądy przedstawicieli poszczególnych państw członkowskich.
Z Eleonorą Tubis, ekspertem ds. inwestycji w Europie Wschodniej rozmawiał Jerzy Mosoń. powrót
|